Rola psychiki, medytacji i treningu


W naszej kulturze, tak ceniącej uczucia i działanie w zgodzie z nimi trudno zrozumieć, że na całym Dalekim Wschodzie silne emocje, niezależnie od tego, czy pozytywne, czy negatywne, traktowane są jako poważne zaburzenie, ocierające się o chorobę psychiczną.

Po pierwsze, tradycja nie widzi różnicy między emocjami a myślami. Emocja to też myśl, tylko że ma wiele wspólnego z naszymi pragnieniami i oczekiwaniami, a nie z otaczającą rzeczywistością. Kierując się nimi nie możemy zobaczyć naturalnego rytmu świata, jego odpływów i przypływów. Nie możemy więc za nim podążać, ani powstrzymywać się od ingerencji w naturalny tok rzeczy. Jesteśmy więc źródłem zaburzeń, zaś “płynąc pod prąd” marnujemy siły i skracamy sobie życie.

Stąd przekonanie, że by nie zakłócać cyklu przemian, należy medytować. Medytacja to nie badanie rzeczy nadprzyrodzonych, lecz metoda, pozwalająca ujrzeć świat takim, jaki naprawdę jest, zapominając o uprzednich sądach, wiedzy, oczekiwaniach, lękach, ambicji, interesach itd. To zaś jest warunkiem odpowiedniego działania, adekwatnego do prawdziwego stanu rzeczy. Zaś działając w zgodzie ze stanem rzeczy jedncześnie uczymy się, jaki on jest, a więc to też medytacja, tylko “w ruchu”, w działaniu. I takie też są ceremonie herbaciane.

Wymagają skupienia na sytuacji zewnętrznej, rezygnując z “ja”. Z ambicji, oczekiwań, emocji, dumy, chęci robienia wrażenia. Bo ważna jest “droga”.

Drugim warunkiem prawidłowego działania jest takie opanowanie wszelkich czynności, by móc skupić się nie na nich, ale na cyklu przemian yin/yang, przepływie qi, naturalnym biegu rzeczy. To zaś wymaga treningu. Jeśli jakąś czynność wykonujemy prawidłowo parę tysięcy razy, samo ciało potrafi ją wykonać i nie musimy myśleć o tym, by na przykład siebie lub innych nie oparzyć wrzątkiem lub ogniem. Niewyćwiczony ruch jest rwany, kanciasty, a więc zakłóca płynność. Wykonuje się też wiele przyruchów i “ruchów próbnych”, wprowadzając zamieszanie. Dla całego Dalekiego Wschodu to, co nie wytrenowane nie może być spontaniczne, gdyż reagujemy tylko tak, jak nam pozwalają umiejętności, w sposób przypadkowy, a nie tak, jak podpowiada nam sytuacja czy własna natura. Stąd by zostać mistrzem stosunkowo prostych czynności należy poświęcić wiele lat. Im prostsze czynności, tym więcej.

Skąd to wiem? Ponieważ uprawiam jedną z dalekowschodnich sztuk: sztukę walki, a ściślej — styl Chen sztuki taijiquan. Styl najstarszy, najbardziej pierwotny, a więc najbliższy zasadom. A te same, opisane przeze mnie zasady, dotyczą też sztuk walki, malarstwa, kaligrafii, układania kwiatów itp. Można też dostrzec takie same różnice między kulturą chińską i japońską, jak w wypadku ceremonii parzenia herbaty. Pozostałe kultury krajów Dalekiego Wschodu są albo bliższe chińskiej, albo japońskiej. Mają też inne naleciałości lokalnych kultur i tradycji. Istota jednak zostaje ta sama, opisana powyżej.


Autorem tekstu jest Jaromir Śniegowski Prezes WCTA - Polskiego Towarzystwa Rozwoju Chen Tai Ji Quan. Jest również instruktorem tegoż stylu i naucza w Krakowie

Powyżej Autor wraz z wielkim mistrzem Chen Xiaowangiem podczas ceremoni

"Zamkniętych Drzwi"